Szliśmy pustą drogą obok lasu, dzień był wyjątkowo piękny. Bez chmurne niebo aż biło błękitem po oczach, w lazurowym jeziorze odbijało się słońce niczym najcenniejszy klejnot.
-Okti, gdzie idziemy?- zapyatłam zaciekawieniem.-Niespodzianka- odpowiedział z tajemniczym uśmieszkiem.
Siadłam na kamieniu.
-To ja dalej nie idę.-oznajmiłam z lekceważącą miną.
Oktawian jak dyby nigdy nic szedł dalej. Gdy znikną za zakrętem wskoczył w gęstwinę i skradał się w moim kierunku. Zaczął szeleścić gałęziami oraz łamać patyki. Zdezorientowana poczułam lęk.
-Oktawian! Oktawian!- krzyczałam z przerażeniem.
Nie słysząc odpowiedzi zaczęłam biegnąć co tchu w kierunku którym szedł wcześniej. Ten ruszył za mną po cichu. Gdy wyczerpana przystałam by złapać oddech wyskoczył z za krzaka strasząc mnie nie miłosiernie.
-Buuu!- krzyknął.
-Aaaaaaaaa!- piszczałam przerażona.
-Hahahahahaha! ach, Natalia, Natalia ale dałaś się przestraszyć!- drwił
-Ha ha! Bardzo śmieszne!- odparłam-Zobaczysz jeszcze kto z kogo będzie się śmiał!- drwiłam
Ruszyliśmy dalej.
Gdy byliśmy już u celu, Oktawian zasłonił mi oczy chustką i prowadził za rękę.
-Okti, jesteśmy już?- niecierpliwiłam się
-Jeszcze tylko kilka kroków-odparł uśmiechnięty
Gdy doszliśmy, chłopak zdjął mi chustkę z uśmiechem. Od razu uśmiechnęłam się szeroko i szczęśliwa przytuliłam Oktawiana. Ową niespodzianką była huśtawka i ogromne drzewo z naszymi wspólnymi zdjęciami i wspomnieniami w butelkach.
By Natalia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz